Fragmenty

Fragment książki Mariusza Michalaka „Wydrenowany umysł”

Wydrenowany umysł

NOWY PARTNER

KAŻDEGO DNIA wstaję z łóżka, przecieram zaspane oczy i zastanawiam się, czemu nie palnęłam sobie jeszcze w łeb. Już sama myśl, że będę musiała egzystować w Dystrykcie, przyprawia mnie o mdłości i otwiera żyły. Po przebudzeniu się karmię kota i zasiadam przed telewizorem, zajadając się jakimś syntetycznym pokarmem z hipermarketu. Włączam telewizor i oglądam nadawane programy. W sumie nawet nie wiem po co. Chyba tylko po to, by dać się terroryzować mediom, które straszą mnie jedynie kolejnym miliardem ludzi na Ziemi i rosnącym bezrobociem wywołanym przez androidy.

– Dzisiaj prezydent Polski, Franciszek Górecki, uchwalił dyrektywę w sprawie wejścia do użytku androidów nowej generacji. Profesor Andrzej Edgar – założyciel korporacji Alfa produkującej androidy – cieszy się z ciepłego przyjęcia jego dzieła. Przypomnijmy, że pierwsze androidy powstały w 2060 roku, zastępując ludzi w coraz to żmudniejszych profesjach – streszczał spiker, wyczytując swoje tyrady z promptera.

Zmieniłam kanał, a na nim kolejne informacje. Tym razem była mowa o przeludnieniu na całym globie ziemskim. Jakby to była jakaś świeża nowina!

– Na Ziemi jest już oficjalnie piętnaście miliardów ludzi. Od roku 2065 nie odnotowano aż takiego wyżu demograficznego, jaki teraz zapanował. W samym Dystrykcie mieszka już dziewięć milionów osób. Góruje bezdomność. Socjolodzy przewidują najgorsze scenariusze – oznajmiła spikerka, również wypluwając tyradę z promptera.

Wyłączyłam telewizor i wyszłam z mieszkania, mijając śpiących na schodach mieszkańców Dystryktu. Przepełnione klatki schodowe to tutaj żadna nowość. Bezdomność to druga cecha charakterystyczna tejże metropolii. Ludzie tulą się na schodach, na pętlach autobusowych, w noclegowniach, na złomowiskach – niemalże wszędzie. Kulą się, zrastając się ciałami. Ma się wrażenie, jakby to był jeden wielgachny organizm z połączonymi umysłami. Śmiano się, kiedy w Seulu odnotowano ogromny wzrost liczby narodzin w ciągu dwóch lat. Teraz to zjawisko dotyka już cały świat. Jeszcze trochę i trzy czwarte ludzkości zwyczajnie wypadnie z planety wprost na orbitę, bo zabraknie już całkowicie miejsca do zamieszkania.

Tak się jawiła ta jesień roku 2080. Był dopiero wrzesień, lata osiemdziesiąte dwudziestego pierwszego wieku dopiero rodziły się na naszych oczach, a już mogliśmy odczuwać schyłek pewnej epoki. Epoki normalnego egzystowania na Ziemi. Aż strach mnie obleciał, gdy tylko pomyślałam, co nas będzie czekać w dwudziestym drugim wieku, który zbliżał się nieubłaganie. Pager wskazywał miejsce przeznaczenia na osiemnastej przecznicy od mojego domostwa. Według transmitera to właśnie tam przebywał mój nowy partner, niejaki Nataniel. Był androidem nowej generacji, którego Alfa przydzieliła w formie eksperymentu do policji w Dystrykcie. Innymi słowy, przy rozwikłaniu zagadek kryminalnych miał mi partnerować robot. Społeczeństwo nie tolerowało androidów, ponieważ przez nie wzrosło bezrobocie. Ono było z kolei trzecią cechą charakterystyczną Dystryktu, zaraz po przeludnieniu i bezdomności. Kolejny kłopot stanowił smog, który rozprzestrzeniał się po mieście niczym nieprzyjazny fetor, zatruwający nasze ciała pyłem. Protesty przeciw androidom nasilały się.

Wszechobecna ksenofobia, agresja, zamieszki i co tylko można sobie wyobrazić, były na porządku dziennym w Dystrykcie. Po dojechaniu samochodem do miejsca przeznaczenia natrafiłam na Nataniela, którego zaczepiali protestujący. Musiałam zainterweniować.

– Co się gapisz, głupia konserwo? Lubisz zabierać nam robotę? Taki zdolny jesteś, a i tak od nas słabszy – lider strajkujących srogo mu ubliżał.

– Spokój! – wrzasnęłam.

– To twój cybernetyczny chłoptaś? – spytał bezczelnie lider.

– Ten chłoptaś to policjant, a ja zaraz wlepię ci mandat za próbę jego uszkodzenia. Ktoś taki jak ty musi mieć kartotekę grubszą od sennika – obwieściłam typowi.

– Taka z ciebie błyskotliwa policjantka? Tobie też zabierze robotę. Nie obejrzysz się, a wylądujesz na bruku, nocując na pętli – rzekł z mrokiem w głosie jegomość.

Odeszłam z Natanielem do samochodu.

– Dziękuję za pomoc. Pani jest zapewne Maja, moja nowa partnerka w śledztwach, prawda? – zapytał wypranym z emocji głosem Nataniel.

– Słuchaj. Gdyby nie fakt, że za ciebie odpowiadam, zostawiłabym cię na pastwę tych szumowin. Idziesz za mną, nie gadasz, nie analizujesz i nie waż się mnie lubić. – Dałam mu wytyczne.

– Nie przedstawiłem się. Jestem Nataniel – powiedział uprzejmie android.

– To teraz te konserwy dostają imiona? Jezu. – Byłam zdegustowana faktem, że android ma ludzkie imię.

Related Articles

Back to top button