Fragmenty

Fragment książki Marcina Siwca „Cracow calling, czyli rebelia lat 90.”

Cracow calling

Powstają nowe państwa, upadają stare krainy

Dość zwykłe, raczej robotnicze osiedle w Krakowie. Bloki z lat 60., 80. i trochę niskiej, jeszcze podmiejskiej zabudowy. Około dwadzieścia minut pieszo z Rynku Głównego, a mimo to dużo zieleni. Rzeka, a właściwie wtedy przemysłowy ściek. Dwustuletni dąb, pozostałości starych zdziczałych sadów, kilka ruin przedwojennych willi mieszczańskich. Ławki, chociaż zdewastowane, place zabaw, chociaż dawno nieremontowane, parki, chociaż brudne i zaśmiecone – zawsze wypełnione ludźmi. „W domu ludzie umierają” – tak mawialiśmy i była to ironiczna alegoria stylu i sposobu spędzania wolnego czasu. Niczym niewymuszone, niezorganizowane, spontaniczne życie towarzyskie w małych społecznościach osiedlowych było podstawową metodą socjalizacji, budowania swojej pozycji w grupie czy po prostu zabawy. Była też oczywiście szkoła. Czterdziestoletnia, ośmioklasowa podstawówka imienia Władysława Broniewskiego – poety rewolucyjnego, co z pewnością przekładało się na patos akademii i wszelkich uroczystości szkolnych, w jakich musieliśmy brać udział w czasach naszego dzieciństwa. Międzynarodówki, czyli pieśni światowego proletariatu, uczono nas na lekcji muzyki. Wiersze ze słowami: Miałem Miszę, radzieckiego towarzysza, co w okopach padł. Można było z takim Miszą zawojować świat – musiałem recytować jeszcze chyba w pierwszej klasie. Na lekcjach historii okres dwudziestolecia międzywojennego był białą plamą. Czasem zastanawiałem się, co działo się w Polsce od zakończenia pierwszej wojny światowej do wybuchu drugiej. Z programu nauczania wynikało, że zupełnie nic. Tak naprawdę jednak myślałem o tym tylko przez chwilę, bo od chęci poznania odpowiedzi na to pytanie silniejsza była radość, że jest dzięki temu mniej do wkuwania. O napaści Sowietów na Polskę 17 września 1939 roku w szkole nie mówiono. Związek Radziecki był przedstawiany jako nasz wspaniały sojusznik, Wielki Brat, który wyzwolił nas od faszystowskiego, niemieckiego najeźdźcy, dzięki czemu sojusz i przyjaźń polsko-radziecka powinny trwać na zawsze. Były to „prawdy”, których nikt oficjalnie nie mógł kwestionować, choć na co dzień nawet oczy dziecka nie mogły nie zauważyć ciągnących się w nieskończoność sklepowych kolejek po mięso, papier toaletowy czy kawę. Nawet dwunastolatek dostrzegał, że w zderzeniu z kolorową rzeczywistością z amerykańskich seriali (pod koniec lat 80. były one już czasem wyświetlane w państwowych kanałach telewizyjnych) nasza rzeczywistość wypadała szaro i posępnie. W kraju co chwila w większych zakładach państwowych i na uczelniach wybuchały strajki okupacyjne organizowane przez Związek Zawodowy „Solidarność”. Tu i ówdzie słychać było o demonstracjach opozycji, zadymach i walkach ulicznych z ZOMO, aresztowaniach i zatrzymaniach działaczy opozycyjnych oraz o innych zjawiskach, które napawały nas przekonaniem, że nadchodzi nowe. Jakie? Czy lepsze? Nie wiadomo.

Miałem wtedy trzynaście lat. Moi rodzice nie działali w opozycji, chociaż, między innymi przez swój głęboki katolicyzm, nigdy miłością do obowiązującego systemu nie pałali. Wydarzenia, które działy się w kraju, obserwowali z niepokojem, ale biernie oczekiwali na to, co ewentualnie przyniesie to nowe. A my, to znaczy ja i moi rówieśnicy – no cóż – mieliśmy to właściwie gdzieś. Wychowani w szarej, lecz – jak wspomniałem – bezpiecznej rzeczywistości, mieliśmy inne problemy. Jakie? Pozycja w grupie, piłka nożna i koszykówka, jakie takie oceny w szkole, dziewczyny. Ja miałem jeszcze harcerstwo. Nikt z nas w żaden sposób nie zdawał sobie sprawy, że za chwilę nasze pokolenie, czyli pokolenie młodych, wchodzących w dorosłość, zderzy się ze zjawiskami i problemami, z którymi nie spotkało się żadne pokolenie w tym kraju od czasu II wojny światowej.

Lato 1989 roku. Wyjechałem na obóz harcerski na Pojezierze Pomorskie. Polska była już po pierwszych od czasu II wojny światowej częściowo wolnych wyborach parlamentarnych. Wszystkie mandaty, jakie były do obsadzenia w parlamencie przez opozycję antykomunistyczną, zostały przez nią zdobyte. Pierwszego sierpnia tego roku polski parlament uchwalił ustawę o urynkowieniu cen na żywność i na inne artykuły.

Related Articles

Back to top button