Fragmenty

Fragment książki Joanny Sękowskiej „Dwór czarownic”

Dwór czarownic

Melisę obudził ogromny ból głowy. Jęknęła, podnosząc się z łóżka. Świat wirował szybko, nie dając jej się skupić. Nogi ugięły się pod nią, ale zdołała nie upaść na podłogę. Przytrzymała się materaca i powoli usiadła. Chciała nie ruszać się przez chwilę, by okropne łomotanie pod czaszką złagodniało. Rozejrzała się po pokoju, w którym się obudziła. „Gdzie ja jestem?” ‒ zastanowiła się zdezorientowana.

Sypialnia była duża i przestronna, tapeta na ścianach przedstawiała złote motywy kwiatowe na burgundowym tle. Do pokoju przez wysokie okna wpadało łagodne słoneczne światło. Był poranek, nie później niż dziesiąta. Melisa siedziała na łóżku, właściwie łożu z czerwoną narzutą, satynową pościelą i kolumienkami w rogach. Po drugiej stronie pokoju spostrzegła drzwi z ciemnego drewna. Cały pokój pełen był czerwieni, złota i czerni.

Pod jednym z okien stał niewielki stoliczek, a obok niego eleganckie krzesło z wyściełanymi podłokietnikami i wygiętymi nóżkami. Siedział na nim czarnoskóry chłopczyk. Wielkimi, nieruchomymi oczyma wpatrywał się w Melisę. Dziewczyna zdziwiła się, jak mogła wcześniej go nie dostrzec. Jego martwy wzrok sprawił, że przeszły ją ciarki. Powoli uniosła rękę i niemrawo pomachała dziecku. Chłopiec bez słowa zeskoczył z krzesła i wybiegł z pokoju. Dziewczyna wypuściła powietrze z płuc. Nie miała pojęcia, kim był ani gdzie się znajdowali. Powoli panika, która czaiła się w zakamarkach jej świadomości, zaczynała narastać. Głowa nadal ją bolała i nie mogła skupić się na żadnej myśli. Postanowiła wyjrzeć przez okno, ale tym razem wstała z łóżka powoli. Udało jej się dotrzeć do parapetu i odsłonić firankę. Na dole zauważyła zadbany, ascetyczny ogród z zielonymi krzewami, żwirowymi ścieżkami i białymi altanami. Jego skraj wyznaczał gęsty las nieoddzielony od ogrodu żadnym płotem. Szczyty drzew sięgały daleko, za horyzont.

„Gdzie ja mogę być?” ‒ pomyślała przestraszona, nie mogąc przypomnieć sobie, dlaczego znajduje się w tym miejscu i jak się tu dostała. „Skup się. Co pamiętasz jako ostatnie?”. Postarała się skoncentrować, by przypomnieć sobie cokolwiek: jak się tu znalazła, jaki był dzień, kim właściwie była. Z przerażeniem stwierdziła, że pamięta jedynie swoje imię. Wydawało się jej, że coś jeszcze majaczyło na skraju jej pamięci. Stukot kopyt, zapach wiatru i lasu. Cóż, niebogato.

Oparła się o parapet, jeszcze raz ogarniając spojrzeniem pokój, w którym się ocknęła. Naprzeciwko spostrzegła parę uchylonych drzwi, przez które wybiegł chłopiec. Teraz stała tam drobna blondynka. Melisa złapała się za serce zaskoczona. Nie mogła wykrztusić ani jednego słowa. Nieznajoma uśmiechnęła się delikatnie, ruszając z miejsca. Powoli, nie wykonując gwałtownych ruchów, podeszła do Melisy. Zachowywała się, jakby miała do czynienia z dzikim zwierzęciem. Starała się swoim zachowaniem nie wywołać żadnej negatywnej reakcji. Melisa nadal stała jak zamurowana przy oknie. Dziewczyna znalazła się tuż przed nią. Ból głowy nasilił się. Nieznajoma dotknęła delikatnie dłoni Melisy. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ból zaczął słabnąć.

‒ Już lepiej? ‒ zapytała dziewczyna. Miała łagodny głos.

Melisa mogła jedynie kiwnąć głową. Pozwoliła podprowadzić się do łóżka, z pomocą nieznajomej usiadła na nim powoli. Podniosła wzrok na intruza.

‒ Gdzie ja jestem? ‒ Głos jej się załamał. Nie była pewna, czy spytała wystarczająco głośno.

‒ W moim domu. Nie martw się, nic ci nie grozi. ‒ Dziewczyna usiadła obok niej. ‒ Mam na imię Mięta. A ty?

‒ Melisa ‒ zająknęła się, starając się uspokoić łomocące serce. Mięta ujęła ją za dłoń i łagodnie pogłaskała.

‒ Meliso, powiedz mi, kochanie, czy pamiętasz coś? Cokolwiek, co mogłoby nam pomóc odnaleźć twoich bliskich.

Related Articles

Back to top button