Fragmenty

Fragment książki Agaty Strzałki „Jeszcze nie zwariowałam {chyba}”

Jeszcze nie zwariowałam

Rozdział I

Początki bywają trudne

1. Nowy pomysł na życie

Niewiele czasu minęło od mojego pierwszego wyjazdu do pracy w Niemczech, a czuję się, jakby to było wieki temu. Pracuję jako opiekunka osób starszych. Moje życie diametralnie się zmieniło. Przeżyłam wiele trudnych i smutnych chwil. Być może jeszcze więcej śmiesznych i zabawnych. Pomyślałam więc, że znajdzie się ktoś, kogo zainteresuje kariera podstarzałej początkującej emigrantki.

Takie mamy czasy, że w kraju o robotę trudno. Jeśli ma się pięćdziesiątkę na karku i trzeba zaczynać od zera to marne szanse. Gdy znalazłam się na rozdrożu i zaczęłam szukać pracy, przekonałam się, jakie są obecnie realia. Tak, oczywiście, mogłam pracować jako telemarketer i wciskać biednym nieszczęśnikom kit. Gadane to ja mam. Jak jednak to robić, gdy sama nie daję się namówić na żadne ekstrapromocje? Mało tego, jeśli jakiś biedak zadzwoni do mnie, jest totalnie z błotem mieszany. Mogłam jeszcze roznosić ulotki. To byłoby fajne. Schudłabym… Cóż z tego, skoro kasa do zarobienia taka zarąbista, że nie starczyłoby nawet na karmę dla mojego małego psa. A dla mnie?

Po wielu dniach medytacji uznałam, że najwyższy czas pomyśleć o emigracji. Ja wiem, że złote czasy zarobków za granicą minęły dawno, ale ja już tak mam, że wszystko robię z opóźnieniem. W latach dziewięćdziesiątych, gdy ludzie pazurami trzymali się państwowych posad, ja sama się zwolniłam, bo chciałam się dziećmi zająć. Sklep otworzyłam, gdy inni zamykali swoje biznesy. „Bo nie opłaca się” – mówili i pukali się w czoło. Oczywiście splajtowałam… Teraz moi rówieśnicy już planują emerytury, a ja? No cóż, zaczynam od zera.

Pomysł był taki: uczę się języka i jadę. Zaczęłam od angielskiego. Teraz wszyscy wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii. Po tygodniu intensywnej nauki stwierdziłam, że moja głowa tego języka nie ogarnie. Dlatego szybko przerzuciłam się na niemiecki. Pomyślałam, że Niemcy są bliżej i za bilet mniej zapłacę. Łatwiej wracać będzie. Przez morze nie będę musiała wpław płynąć, jeśli na powrót kasy zabraknie. Uczyłam się dwa miesiące. Oczywiście sama, bo na kurs nie było mnie stać.

Zadzwoniłam do pierwszej agencji. Byłam przekonana, że mówię jak rodowita Niemka. Telefon i… czarna rozpacz. Nic nie rozumiałam! Potem kolejna agencja i kolejna. Dzwoniłam do wielu. A egzaminy? Ileż się nakombinowałam. Najpierw kompletnie nie wiedziałam, o co panu chodzi. Pan zadawał pytania (dlaczego po niemiecku?!), a ja ni w ząb. Podziękował. Drugim razem pani dzwoniła. Już domyślałam się, o co może pytać. Opowiadałam więc, jak się nazywam, gdzie mieszkam, ile mam lat. Że spacerować lubię i na rowerze jeździć. Że gotuję dobrze i ciasta piekę… Chyba nie na temat było. Pani podziękowała również. Innym razem przygotowałam ściągi. Na kartkach powypisywałam różne wersje pytań i odpowiedzi. Co z tego, skoro tyle ich miałam, że pogubiłam się przy pierwszej odpowiedzi? Podziękowano mi po raz kolejny. I tak wiele razy.

W końcu udało się! Dostałam pierwsze zlecenie. Myślałam, że oszaleję z radości. Nie wiedziałam, że to dopiero początek mojej wyboistej drogi.

2. Mój pierwszy wyjazd

A więc stało się. Moje pierwsze zlecenie. Byłam przeszczęśliwa. Pozostało mi tylko spakować walizkę, kupić bilet i dalej w drogę do lepszego świata.

Tymczasem pojawiły się pierwsze problemy. Najprościej byłoby zamówić busa i dojechać bezpośrednio pod wskazany adres. Niestety, działo się to w okresie poświątecznym i nie miałam szans na taką podróż, bo najzwyczajniej w świecie nie było już miejsc. Trzeba było zdecydować się na jazdę autokarem, a te zatrzymują się tylko w ­dużych miastach. Miasto W., w którym miałam pracować, jest oddalone od Hanoweru o ponad dwadzieścia kilometrów. Taksówka nie wchodziła w rachubę, bo kosztowałoby to majątek. Na szczęście mój niezastąpiony zięć znalazł wyjście z tej trudnej sytuacji. W Internecie odszukał rozkład jazdy pociągów i dokładnie poinstruował mnie, jak dojechać z Hanoweru do W. Ja, jak to ja, nie myśląc o ewentualnych problemach, cieszyłam się jak głupia, że przy okazji zobaczę miasto słynące z targów. Niestety, niewiele zobaczyłam. O piątej rano było ciemno jak w du…

Related Articles

Back to top button